|
Smutna wiadomość - zmarł Profesor mgr Czesław Kędzierski
Skończył kwidzyńskie Liceum ( obecnie nr 1) w roku maturalnym 1949/50. Po studiach na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu wrócił do swojej szkoły jako nauczyciel. Uczył fizyki w latach 1954 - 1956. Zaledwie dwa lata. Tak więc pamięta Go niewiele osób. Nie miał czasu stać się legendą Szkoły. Nie mniej, Ci z nas, którzy mieli z nim lekcje fizyki wspominają go serdecznie. Bo lekcje były ubarwiane pokazami, doświadczeniami, tak niezbędnymi do rozbudzenia zainteresowań młodego człowieka - ucznia.
Profesor nie był postrachem. Po prostu uczył i starał się nas nauczyć swego przedmiotu. Budził sympatię także tym, że był tak młody, że prawie nasz rówieśnik, że był tak przystojny, że wyróżniał się spośród starszego Grona Pedagogicznego.
Już jako dorośli ludzie mieliśmy okazję spotykać się z Nim, rozmawiać prawdziwie serdecznie, właśnie jak z kolegą ze szkoły. Bo Profesor przyjeżdżał na Zjazdy szkolne regularnie. Rozbawiony porywał do tańca swoje byłe uczennice. Cieszyliśmy się, że jeszcze mamy swojego Profesora.
Zachowamy go w pamięci!
|
W dniu 28.10.br. Edward Hulewicz muzyk i wokalista - nasz kolega, otrzymał Medal "ZASŁUŻONY KULTURZE - GLORIA ARTIS". Medal przyznawany przez Ministra Kultury, ustanowiony przez Sejm RP kilka miesięcy temu jest odznaczeniem
szczególnie prestiżowym, honorującym najwybitniejsze postaci świata kultury.
Być może ktoś spostrzeże, że często piszemy o Edwardzie, o jego sukcesach. A to, dlatego, że nasz Kolega te sukcesy odnosi, a również dlatego, że informuje
o swoich działaniach, pracach i nagrodach, co umożliwia prezentację tematów.
Zatem Edwardzie – GRATULACJE!
List do Klubowiczów
Do tych wszystkich, którzy byli na czerwcowym spotkaniu klubu (2005 r.) i tych, którzy nie byli. Szczególnie do tych, którzy zadeklarowali się, że chcą przywołać z pamięci i serca obrazy z Kwidzyna. Swoją młodość, swoje wspomnienia, troski i zdarzenia .
Jestem po rozmowie z Grażyną
Krzysztofiak, która z ramienia Miasta sprawuje opiekę nad Klubem Małej Ojczyzny Kwidzyńskiej.
Miasto wyraża zainteresowanie dodrukiem naszej książki poszerzonej o dalsze wspomnienia i dalsze zdjęcia.
Ponieważ pierwsza edycja sprawiła wielu osobom przyjemność, ponieważ książka czyta się dobrze, proponuję byśmy zadbali o to, by aneks udało się złożyć i przeredagować książkę. Ale do tego celu potrzebne są Wasze teksty, wspomnienia, czy nawet nagrania. Może być i rozmowa, powiedzmy ze mną.
Z tym, że zastrzegam sobie, możliwość redakcyjnej ingerencji, naturalnie po uzgodnieniu
z autorem wspomnień.
Proszę o potraktowanie serio tego apelu tym bardziej, że nie sądzę, by podobna okazja dla upamiętnienia naszych bliskich i nas samych mogła zaistnieć w latach kolejnych.
Proszę bodaj o deklarację co do tekstów, abym wiedziała kogo w tej sprawie dręczyć i czy
w ogóle zajmować się sprawą.
I mimo, że za oknami czai się listopad, życzę słońca - bodaj w sercu.
Krystyna Gromek
2 września 2005 dotarł do Klubu Małej Ojczyzny Kwidzyńskiej list, w którym
pan Mirosław Ż. z Pruszcza Gdańskiego opisuje swoje perypetie, które
spotkały go na campingu w Brachlewie. Zacytuję kilka
uwag i spostrzeżeń Pana Mirosława :
„W
dniu 4 lipca wraz z żoną przyjechałem na camping Brachlewo, powiat
Kwidzyn.... Podczas dokonywania opłaty żona kierownika usiłowała pobrać od
nas inne ceny niż wcześnie uzgodnione.”
Potem jest
szczegółowy opis nocy spędzonej w niechcianym przez nowych gości,
towarzystwie pijanych młodzieńców, którzy zabawiali się wraz personelem
campingu. Interewencja policyjna wyglądała następująco:
„Policjanci i strażnicy
miejscy wchodzili na interwencję na teren campingu przez płot ponieważ tam
nie ma żadnego dzwonka. Pomimo obecności policji na terenie nikt z kierownictwa
nie wychylił nosa i nie zainteresował się tym, co się dzieje na
terenie.”
... ”Zmarnowaliśmy
urlop i czas, na który czekaliśmy cały rok. Poczuliśmy się gośćmi
najgorszej kategorii, bo nie piliśmy wódki, nie bekaliśmy na głos, nie pluliśmy,
nie używaliśmy słów wulgarnych
a chcieliśmy spędzić uczciwie i w spokoju parę dni urlopu.„
Dalej następuje
szeroki opis braków, co by nie rzec koniecznych do obsługi gości (także brak
książki meldunkowej), do zwykłego funkcjonowania.
I podsumowania niefortunnego gościa:
„Camping w Brachlewie należy omijać szerokim łukiem. Najlepiej w ogóle
wymazać to miejsce z mapy. To jest po prostu Białoruś w środku powiatu
kwidzyńskiego. Camping w Brachlewie swoim prymitywizmem nie promuje Ziemi i
Powiatu Kwidzyńskiego. Nie promuje Waszej Ojczyzny. Wręcz przeciwnie wyrządza
ogromną szkodę !!!”
No, takiego
listu jeszcze, na szczęście, nie mieliśmy i nie liczymy na więcej. Ale uważam
za stosowne zacytowanie incydentu. Bo:
- okazujemy naszemu Miastu wiele uczucia. W formie, która
jest dla nas dostępna.
- Celem naszym jest promocja Miasta i Powiatu
- Nasze starania stają się widoczne, co unaocznił
także powyższy list. Gdzie zdesperowany klient campingu zwraca się nie
tylko do milicji miejskiej ale i do ludzi, którzy deklarują swój
sentyment do Kwidzyna. Po prostu to list, który krzyczy: Jeśli tak
kochacie, zróbcie coś!
Co zrobić?
Pomyślałam,
że może list zwykłego Obywatela niekoniecznie dostanie się do rąk władz
Miasta
i Powiatu. Więc zrobimy to, co zrobić możemy.
Mając na
uwadze wiele wspaniałych działań Burmistrza
Kwidzyna oraz Starosty Kwidzyńskiego przesyłam list pana Mirosława do
zapoznania się nim i skierowania
do odpowiednich służb w celu podjęcia właściwych, skutecznych działań.
Nawet jeśli jezioro i teren przyległy są już obecnie własnością prywatną
i teoretycznie nikomu do tego co się tam dzieje. Bo jeśli dzieje się źle, to
infamia idzie na cały Kwidzyn i
powiat.
W imieniu Klubu Małej Ojczyzny Kwidzyńskiej
Krystyna Gromek
Książka
Ukazało się wydawnictwo, którego autorami są członkowie Klubu Małej Ojczyzny Kwidzyńskiej.
Temat książki został wymyślony na drugim spotkaniu klubowym i już na czwartym mamy książkę przed sobą.
Ładna wiśniowa, lakierowana okładka z tytułem: „Kwidzynianie ptakom podobni”, ze zdjęciem dworca kolejowego w Kwidzynie. Cała okładka jest zadrukowana w tle nazwami miast, z których pochodzą autorzy tekstów. Z których przyjechali do Kwidzyna i na kilka lat w nim zostali.
25 tekstów różnych autorów zredagowanych zostało przez Krystynę Gromek i Bożenę Bardelską- Patułę. Na końcu książki kilkanaście zdjęć ze zbiorów Anny Machutty - Różyckiej. Krzysztofa i Michała Kamińskich, Benedykta Kopczyńskiego i Janusza Patuły.
Aby przybliżyć temat załączam wstęp do książki:
„Ten wstęp, to wstęp do czego? Do książki, do czasów naszego dzieciństwa i młodości, do powojennej historii Kwidzyna? Pewnie tak: i do młodości, i do historii, i przecież do wydawanej książki.
I zaraz powinnam dodać, że wymyśliłam pisanie tych wspomnień niedawno, w 2003 roku.
Kiedy uświadomiłam sobie, że w Kwidzynie po 1945 roku mieszkało mniej niż 1000 osób. Już w 1950, kiedy tu przyjechałam, było mieszkańców ponad 10 000.
Przez lata o tym nie myślałam ani się nie zastanawiałam, dlaczego nastąpił tak intensywny wzrost ludności i co niósł ze sobą. Potem, kiedy już zaczęłam wracać myślami do czasów młodości, przyjaźni, do wizerunku miasta, spotykać się z dawnymi znajomymi zobaczyłam, jak wiele osób pochodzi z Kresów, ze Wschodu. Inni z głębi Polski. Znaleźli się w Kwidzynie w wyniku zawieruchy wojennej
i powojennej, która spowodowała konieczność wędrówki, podejmowania decyzji życiowych. Ci ludzie, których skrzywdziła historia, stali się zaczątkiem społeczności ludzi odważnych, przebojowych, aktywnych.
Rodzin przedwojennych nie było w Kwidzynie lub prawie nie było. Ale ci, którzy nadal w mieście byli, musieli też podejmować te decyzje, trudne decyzje o pozostaniu w państwie dla nich nowym, w nowej sytuacji. Wymagało to odwagi.
W konsekwencji wzrostu ludności zauważyłam dwie sprawy: ekspansywny rozwój Miasta
i zdumiewająco wysoką w kraju, w świecie, pozycję społeczną, materialną, zawodową, przede wszystkim naukową, wielu Kwidzynian. Tej nowej generacji Kwidzynian. Dzieci tych odważnych, tych pierwszych powojennych obywateli. Tych , którzy nie wiedzieć skąd nadeszli i potem ruszyli, stąd właśnie, na podbój świata, na swoje w nim posadowienie. Na szczęście, na początku tej podróży wprawdzie znali kierunek, ale nie zawsze uświadamiali sobie jakie czekają ich przeszkody ani jaki czas zajmie im wędrowanie.
Po prostu wyruszyli w wędrówkę jaką jest życie.
I stali się tym jacy są.
Często z tych wędrówek, ze Świata wracali do Miasta, często pozostawali gdzie indziej, ale zwracali wzrok, uczucia, służyli i służą Miastu swoim dorobkiem. Dodają swoje zdobycze do majątku intelektualnego Kwidzyna. Powiedzieć można, że mieszkając tu i tam, stali się początkiem kwidzyńskich rodów. Stali się elementem historii Miasta. Nasze miasto ma swoją historię, ale nie ma historii rodów kwidzyńskich, bo takich w Kwidzynie z racji zawirowań czasu i polityki nie było. Nie ostały się albo nie stworzyły. Może tworzą się teraz. Więc trzeba wiedzieć jakie były ich początki.
Co przywieziono w pociągach repatriantów, jak wyglądało miasto, kto z kim się przyjaźnił, a z kim nawet sympatyzował, jak żyło się tu na co dzień. I pomyślałam, że z tego, z tych wspomnień utworzy się Księga Kwidzyniaków. Zaprosiłam do pisania wspomnień przede wszystkim moje Koleżanki i Kolegów, którzy przyjechali do Kwidzyna jako dzieci. Bo ten pierwszy powojenny czas Kwidzyna ostał się już tylko w ich pamięci. I to nic, że często wspomnienia dotyczą tych samych ulic, nawet tych samych ludzi. Nasze spojrzenie w wstecz zdokumentowało wiele lat życia miasta. Dodam jeszcze, odchodząc od spraw ważnych i historycznych, że rozsupłując swoją własną „kwidzyńską historię”, postrzegłam ile mi to dało radości powrotu do siebie samej. Moi koledzy, początkowo sceptycznie odnoszący się do pomysłu pewnego wywnętrzania się, przeżyli to samo: radość powrotu do domu rodzinnego, do prawie rodzinnego Miasta. Wystarczyło właściwie zamknąć oczy i już każde z nas znów znalazło się „u siebie”, w swoim domu, mieście, którego zapach wpisany jest na trwałe w serce przy pomocy swoistego pin kodu.
Za jakiś czas przeczytamy o sobie i pomyślimy, że jesteśmy ”ptakom podobni”. Bo znaleźliśmy się w tym mieście, potem z niego odfrunęli i znów, z miłością i tęsknotą w sercu, wracamy. Bodaj we wspomnieniach.
Bo wspomnienia są jak światła, barwy, cienie i półcienie podświetlające elementy życia stanowiące osobistą korektę historii.
Bo wspomnienia są miejscem tak dalece własnym, że nie można nas z niego wypędzić.
A czas, który Miastu i nam uciekł, zabrał tamte lata, został przez nas opisany.”
Książka liczy 220 stron i nie ma zakończenia, bowiem klubowicze uznali, że będą kontynuowali wspominanie, pisanie. Po to, by swoją osobistą historią dodać kolorytu historii Miasta.
Nabyć ją można za zaliczeniem pocztowym ( 22,-zł ) w Bibliotece Powiatowej u p. Krystyny Kopisto tel. (055) 261-26-55.
Przyjemnej lektury. K.G.
„Dziennik Bałtycki” 19.03.2005r.
Jak to się robi? Kwidzynianka sprowadziła bogów na ziemię...
Andrzej Chmielewski (skrót Krystyna Gromek)
„Kurier Kwidzyński” nr 11 z 16.03.2005r.
Zorganizowałem tu pierwszą dyskotekę.
Rozmawiał Mirosław Wiśniewski; skrót tekstu Krystyna Gromek
„Dziennik Bałtycki” prowadzi akcję po nazwą:„Znani-Nieznani".
Celem akcji jest odnalezienie i przypomnienie ludzi, którzy poświęcili
swe życie Gdańskowi, kiedyś gościli na pierwszych stronach gazet, ale dziś
odsunęli się nieco w cień.
W piątek 11 marca 2005 r.
ukazał się artykuł Barbary Szczepuły
Znani-Nieznani. Barbara
Krupa-Wojciechowska, lekarka, która wierzy w
ideę
W
numerze 05 i 06 „Kuriera Kwidzyńskiego” z 2005 r. są teksty dotyczące
wspomnień prof. Mariana Szarmacha z
okresu jego pobytu w Kwidzynie oraz skrót tez wykładu Profesora wygłoszonego
w lutym tego roku w ramach działalności Klubu Malej Ojczyzny Kwidzyńskiej.
Z
obu artykułów zamieszczam skróty
Krystyna
Gromek
Grudniowy wykład wygłosił prof. dr bab. Marek Gogolewski z Poznania. Mówił
o „Tokoferolach w życiu człowieka".
„Kurier Kwidzyński” nr 5 z 02.02. 2005 r. zajął
się jednak głownie nie tematem chemicznym a wspomnieniami Profesora z okresu
Kwidzyńskiego.
Z artykułu Anny Skrobiszewskiej cytuję obszerne
fragmenty.
Krystyna Gromek
I. Informacja dotycząca książki zawierającej zbiór wspomnień kwidzynian - członków Klubu Malej Ojczyzny Kwidzyńskiej.
Skrócony tekst pochodzi od Grażyny Krzysztofiak:
„Książka jest w drukarni, w tym tygodniu zawiozę ją po korekcie. Były tylko drobne poprawki literowe. Jak dobrze pójdzie to pod koniec lutego już powinniśmy ją mieć. Książka wyjdzie całkiem pokaźna. Ze 150 str. zrobiło się 220.
Zastanawiam się jeszcze nad promocją książki . Jeżeli dojdzie do spotkania klubu wcześniej niż w Dni Kwidzyna to jestem za. Ale musimy to już ustalić, bo w grę wchodzi kwiecień lub maj.”
A więc książka będzie prawie „lada chwila”. Kiedy ją zaprezentować? Czy w dniach tradycyjnego spotkani klubowiczów w czerwcu czy w innym terminie?
Zechcecie się wypowiedzieć w tej sprawie? Adresy i telefony ewentualnych Waszych rozmówców są zamieszczone na tych stronach.
II. Nasz Edward Hulewicz zawiadomił mnie o zbliżającym się wydarzeniu artystycznym z jego udziałem.
Środowisko artystów plastyków w Warszawie zaproponowało organizację performensu. Spektaklu, który ma w zamyśle łączenie zjawisk artystycznych: muzyki i plastyki. W praktyce oznacza to, że wykonanie utworu muzycznego będzie ilustrowane wizjami artysty plastyka, inspirowanego muzyką i tekstem. To jakby plastyczne, malarskie wykonanie utworu na wielkim ekranie będzie równoczesne z wykonującym go „na żywo” piosenkarzem.
Główny twórca tego projektu, artysta malarz Łukasz Gronowski tak opisuje temat i rolę w nim Edwarda Hulewicza:
Projekt ma posługiwać się romantyczną estetyką jaką posiada w sobie piosenka. Składać się będzie z obrazu wideo, który przedstawiać będzie dosłowne obrazy wyśpiewywanych słów. Tak ja w czytance. O ile tekst będzie zawierał jakieś sensy, o tyle zestawione obok siebie obrazowe interpretacje będą wyrażały abstrakcyjność naszej kultury. Utwór muzyczny ma być lekki i przyjemny, popowy, a jednocześnie o tekście "zaangażowanym". Ma wyrażać piękno i różnorodność naszego świata, miłość do wszystkich stworzeń na ziemi, oraz do wszystkich elementów materialnych i duchowych naszej kultury. Ma być lekko przerysowany. Podczas wernisażu, tekst ma być jednorazowo odśpiewany przez artystę estradowego. Potem piosenka wraz z obrazem będzie zapętlona, na małej scenie będzie stał statyw z aktywnym mikrofonem. Każdy będzie mógł zaśpiewać. Estetyka i romantyka Pana twórczości jest dla mnie czymś nieco innym niż obecna muzyka popularna. Pana twórczość jest romantyczna na swoisty sposób. Chciałbym oddać ducha takiej postawy wobec świata. „Przerysowanie” oznacza dla mnie wyraźne nakreślenie, podkreślenie czegoś”.
Edward Hulewicz zaśpiewa piosenkę i "Ludzie są..." wybraną przez organizatorów i pomysłodawców przedsięwzięcia.
Performans ma się odbyć w Galerii Sztuki Fizek w Poznaniu 17 lutego br. z udziałem telewizji i prasy.
Wysłuchała Krystyna Gromek
Szanowni Państwo!
Kwidzyńskie Centrum Kultury prowadzi sprzedaż książki "Kwidzyn. Dzieje miasta". Książkę (komplet-2 tomy) w cenie 60 zł można nabyć w Mediotece w budynku KCK przy ul. 11-Listopada 13 w godz. 8.00-18.00 oraz w kasie Kinoteatru przy ul. Katedralnej 18
Istnieje również możliwość zakupu książki drogą wysyłkową. Do ceny książki należy doliczyć 10 zł jako koszty przesyłki. Kwotę 70 zł należy przesłać przekazem pocztowym na adres:
Kwidzyńskie Centrum Kultury
ul. Katedralna 18
82-500 Kwidzyn
z dopiskiem: "Kwidzyn. Dzieje miasta"
lub na konto bankowe: 92 8300 0009 0016 6465 2000 0010
z dopiskiem: "Kwidzyn. Dzieje miasta"
Książka zostanie wysłana w ciągu trzech dni od otrzymania przekazu pocztowego lub wpłaty na konto. Prosimy o podawanie dokładnych danych adresowych, aby uniknąć kłopotów z nadaniem paczki.
Serdecznie zapraszamy do zakupu. Szczegółowe informacje na stronie: www.kck.ckj.edu.pl
|